Atomfall – recenzja po 20 godzinach

Zdjęcie: Atomfall / Rebellion (wyd. 2025)
Dawno temu w Windscale – historia w Atomfall
Dawno temu w Windscale – historia w Atomfall Inspiracją dla fabuły Atomfall były prawdziwe wydarzenia w brytyjskiej miejscowości Windscale, gdzie 10 października 1957 roku doszło do pożaru jednego z reaktorów atomowych i skażenia pobliskich terenów. Historia zabiera nas w alternatywną rzeczywistość, gdzie po katastrofie utworzono strefę wykluczenia. A cywile, wojsko, oraz naukowcy zostali całkowicie odcięci od świata… na kilka lat.
Obecnie mamy początek lat sześćdziesiątych, nasza bezimienna postać budzi się w jednym z bunkrów z całkowitą amnezją. Ranny i umierający naukowiec wręcza nam kartę dostępu i każe nam szukać tajemniczego „Węzła”. Poza tym nie wiemy kompletnie nic.
Naszym celem jest dowiedzenie się, o co w tym wszystkim chodzi i wydostanie się ze strefy. Fabuła to najmocniejsza strona nowej produkcji Rebellion. Jest opowiadana w dość nietypowy sposób — jest ukryta. Poza samym faktem katastrofy i istnienia strefy nic nie jest podane na tacy. Musimy szukać strzępków informacji w notatkach, audiologach, bądź rozmowach z napotkanymi postaciami (NPC). Atmosfera tajemnicy stwarza odpowiedni klimat i zachęca do poszukiwań. Dodatkowo dość szybko możemy wyczuć, że niektóre postacie mają swoje własne plany. A to, komu zaufać nie jest takie oczywiste – jednak o tym przekonacie się już sami.
Zagubieni w Zonie, czy w BioShock?
Już po kilku minutach rozgrywki, miałem skojarzenia z BioShockiem. Tajemnicze, zaawansowane technologicznie budowle i urządzenia w stylu retrofuture. Włóczący się, zdegenerowani przeciwnicy oraz aura tajemnicy i pytanie „Co się tu stało?”. Dorzucicie do tego sporą liczbę opuszczonych bunkrów, schronień oraz tajemniczych notatek, a wyczujecie nutkę LOST (serial – Zagubieni). Dodatkowo katastrofa jądrowa, zamknięta strefa, oraz opuszczone budowle i opustoszałe lokacje przywodzą na myśl STALKERa (choć niestety nie w tak dobrym wydaniu). Jednak całość tworzy zaskakująco udany miks.
Do dyspozycji mamy 5 nieźle zaprojektowanych i całkiem zróżnicowanych map. Na pierwszy rzut oka wydają się duże, ale realnie w ciągu kilku minut jesteśmy w stanie dotrzeć z jednego końca na drugi. Są one również sensownie ze sobą połączone różnymi przejściami oraz najeżone znajdźkami, lokacjami i schronami, do których można wejść, a to zachęca do ich dokładnej eksploracji. Jednak żeby nie było zbyt różowo, lokacje sprawiają wrażenie zbyt pustych i wyludnionych.
Apokalipsa jak z bajki?
Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, to nowa produkcja studia Rebellion prezentuje się dobrze. Mamy tutaj podkręconą, nasyconą kolorystykę, która przywodzi nieco bajkowe skojarzenia, pokazując tym samym, że klimaty postapo nie muszą być ciemne i ponure. Budynki są odpowiednio podniszczone, broń palna jest pokryta rdzą, a wytworzone przedmioty są odpowiednio toporne. Dobre wrażenie robi retro-futurystyczny projekt Węzła i zawartych w nim urządzeń.
Niestety modele postaci są zbyt mało zróżnicowane (poza ważniejszymi NPCami). Szczególnie podczas walki miałem wrażenie, że walczę z klonami. Całość potrafi wyglądać naprawdę ładnie, ale nic ponadto nie ma tu żadnego efektu wow.
(Bieda)Survival z problemami
Historia, klimat i grafika są naprawdę niezłe, ale gra ma też kilka swoich mankamentów. Deweloperzy określają tę produkcję jako „a survival action game”. Jednak motyw survivalowy jest tu bardzo mocno uproszczony. Ogranicza się on do zbierania zasobów, craftingu przedmiotów, i zarządzania miejscem w plecaku. Nie trzeba tu jeść, spać, nie ma cyklu dobowego, ani zużywania się broni. Kolejną bolączką jest zbyt mała ilość slotów w plecaku, przez co zapełnia się on zbyt szybko w stosunku do ilości znajdowanych przedmiotów. Co prawda Atomfall pozwala na pozostawienie pewnej części łupów w bunkrach, patrząc jednak przez pryzmat małego plecaka (a co za tym idzie dość częstego podróżowania do skrytki), większość itemów po prostu trzeba zostawić.
Interfejs ekwipunku wymaga przyzwyczajenia głównie poprzez swoją archaiczność. Aby przenieść przedmiot pomiędzy polami „koła wyboru” trzeba wpierw otworzyć menu opcji przedmiotu i wybrać odpowiednią z nich – przenieś – a następnie wskazać odpowiedni slot. Brak tutaj znanego z innych gier systemu „podnieś i upuść”.
System walki jest prosty, możemy walczyć wręcz i bronią białą (choć brakuje możliwości blokowania ciosów). Jest też broń palna oraz wytwarzane własnoręcznie wybuchowe zabawki (o ile znajdziemy lub kupimy odpowiednie schematy). Podczas walki nie mamy możliwości automatycznego zliczania amunicji, musimy liczyć strzały samodzielnie i w odpowiednim momencie przeładować broń. A jeśli jednak ktoś nie lubi huku wystrzałów, Atomfall oferuje cichą eliminację i skradanie.
AI przeciwników jest poprawne, podczas starć, uzbrojeni w broń palną wrogowie rzadko pchają się pod lufę, a jeśli wrogów jest więcej, będą próbowali nas oflankować. Choć system strzałów z daleka nie jest doskonały i nie raz zdarza się, że trafiony przeciwnik nie reaguje na postrzał. Rozwój bohatera sprowadza się do czterech kategorii. Mamy tu walkę dystansową, a w niej umiejętności związane z bronią palną oraz miotaną (np.: zwiększenie celności, czy zwiększenie obrażeń obszarowych). Walkę wręcz, czyli np. zmniejszenie hałasu podczas skradania, większa odporność na ciosy lub możliwość cichszych likwidacji. Przetrwanie zawiera umiejętności związane z szybszym wytwarzaniem przedmiotów, rozbrajaniem pułapek, czy możliwością noszenia większej ilości amunicji i zasobów. Ostatnią grupą jest wytrzymałość, czyli umiejętności takie jak większa ilość punktów zdrowia, lepsze leczenie czy wyższa odporność na promieniowanie.
Aby je odblokować, musimy znaleźć bądź kupić odpowiednie poradniki. Następnie tak odblokowane perki musimy kupić za określoną liczbę stymulantów bojowych, które również znajdujemy w świecie gry.
Zadania, jakie oferuje gra, są przeciętne. Pierwszym co rzuca się w oczy, jest ich duża swoboda, jeśli chodzi o kolejność ich wykonywania. Prawie nic nie jest tu z góry narzucone, co jest jak najbardziej na plus, mimo że na początku potrafi trochę przytłoczyć. Niestety, większość z nich jest po prostu średnia, brakuje w nich większego rozmachu i czegoś, co bardziej zapadałoby w pamięć. Długość fabuły to około 25 godzin, w zależności od tempa prowadzenia rozgrywki i eksploracji map.
Jak działa ten reaktor ?
Optymalizacja Atomfall jest dobra. W rozdzielczości 2K na najwyższych ustawieniach gra trzymała 60 klatek na sekundę przy duecie Ryzen 9 5900x i RTX 4070Ti. Dobrą wiadomością jest fakt, iż gra posiada kinowe spolszczenie (choć również nie bez wad w tłumaczeniu).
Recenzja Atomfall — czy warto zagrać?
Mamy tutaj przyzwoitego średnika, jednak nic ponadto. Największymi zaletami gry są: fabuła, klimat oraz przyjemna i wciągająca eksploracja. Mapy są dobrze zaprojektowane, dowolność wykonywania zadań również cieszy. Jednak wszystko inne jest po prostu średnie. Dodatkowo uproszczony motyw survivalowy trochę rozczarowuje jak na grę… survivalową. A ilość slotów w plecaku oraz interfejs powinny zostać znacznie lepiej zaprojektowane. Atomfall dostępny jest w Gamepass, co zdecydowanie podnosi jego atrakcyjność w porównaniu z do 209 zł w Epic Game Store i 240zł na Steam w dniu premiery.