Recenzja StarRupture – early access, który już teraz daje radę

Opublikowano: 30.01.2026

Autor: Jakub Bugielski

Przeczytasz w: 12

Recenzja StarRupture – early access, który już teraz daje radę

Zdjęcie: StarRupture / Creepy Jar (wyd. 2026)

StarRupture to gra we wczesnym dostępie, która już teraz potrafi sprawić sporo frajdy. Produkcja Creepy Jar łączy budowę bazy, eksplorację obcej planety i dynamiczną akcję, stawiając na przystępne systemy i wyraźne tempo rozgrywki. Choć nie obyło się bez problemów typowych dla early accessu, fundamenty są na tyle solidne, że trudno przejść obok tej gry obojętnie.

Przyjemna budowa bazy o odpowiednim stopniu skomplikowania

Na pierwszy rzut oka StarRupture może przywodzić na myśl takie produkcje jak Satisfactory czy trójwymiarową wersję Factorio. I faktycznie – fundamenty są podobne: wydobycie surowców, budowa infrastruktury i stopniowe rozbudowywanie zaplecza produkcyjnego. Różnica polega jednak na skali i podejściu do złożoności całego systemu. Twórcy z Creepy Jar wyraźnie postawili na mniej skomplikowaną, ale znacznie bardziej przystępną formę budowania bazy – i to zdecydowanie działa na korzyść gry.

StarRupture - recenzja gry we wczesnym dostępie

Rozbudowa bazy w StarRupture to idealny balans skomplikowania i przyjemności z budowy.

Budowa bazy jest intuicyjna i przyjemna. Kolejne gałęzie produkcji łączymy za pomocą szyn transportowych, którymi surowce wędrują do kolejnych budynków, które przetworzą je na nowe przedmioty. Potem po szynach przemieszczają się do punktów wysyłki obsługiwanych przez korporacje. To właśnie współpraca z nimi pozwala odblokowywać nowe technologie, konstrukcje i ulepszenia, co nadaje rozgrywce wyraźny rytm i poczucie stałego postępu.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje jednak świetny zabieg gameplayowy, jakim jest możliwość rozebrania dowolnego budynku i odzyskania 100% użytych surowców. Dzięki temu bez stresu możemy przenosić elementy bazy w inne miejsca, testować różne układy lub nawet całkowicie „zwinąć” swoją instalację bez żadnych strat. System budowy przestaje być w ten sposób drugą pracą, wymagającą perfekcyjnego planowania i ciągłego napięcia, że jeden błąd zrujnuje całą fabrykę. Zamiast tego staje się naturalnym elementem rozgrywki, który zachęca do eksperymentów.


Eksplorowanie planety Arkadia-7 to czysta przyjemność

Eksploracja planety Arkadia-7 to jeden z najmocniejszych punktów StarRupture. Doświadczenie twórców zdobyte przy Green Hell jest tu wyraźnie widoczne – obcy świat wypada wiarygodnie, różnorodnie i zwyczajnie chce się go odkrywać.

Mapa gry oferuje szeroką gamę lokacji: od spokojnych, zazielenionych terenów, przez obszary skażone i napromieniowane, aż po strefy wymagające konkretnego ekwipunku ochronnego. Świat gry sprawia wrażenie żywego, a eksploracja nie sprowadza się wyłącznie do „biegania po surowce”.

StarRupture - recenzja gry we wczesnym dostępie

Nadchodząca fala gorąca zawsze powoduje dodatkowe emocje…

Kluczowym elementem rozgrywki jest kataklizm w postaci fali gorąca, która nawiedza planetę co kilkanaście minut czasu rzeczywistego. Gracz otrzymuje jedynie krótki komunikat ostrzegawczy, po czym powierzchnia planety zostaje spalona przez pobliską gwiazdę. Jeśli w tym czasie nie schronimy się w bezpiecznej bazie, czeka nas śmierć. Mechanika ta wymusza planowanie – czy mamy już rdzeń bazy, czy zdążyliśmy postawić bezpieczny habitat, czy możemy pozwolić sobie na dalszą eksplorację?

Jednocześnie gra nie karze nadmiernie za porażkę. Po śmierci upuszczamy przedmioty, które bez problemu możemy odzyskać, co sprawia, że ryzyko jest odczuwalne, ale nie frustrujące. Co więcej, sama fala gorąca wpływa na świat gry – na krótki czas znikają wrogowie, a niektóre lokacje, takie jak podziemne jaskinie czy bazy zajęte wcześniej przez infekcje, stają się dostępne. To sprytne rozwiązanie, które dodaje dynamiki i zmienia tempo eksploracji.


Satysfakcjonująca akcja i dobrze zrealizowana, choć momentami irytująca walka

Podczas eksploracji planety regularnie natrafiamy na lokalną faunę – niestety zawsze agresywną. Świat Arkadii-7 zamieszkują różnego rodzaju robale, które nie mają żadnych pokojowych zamiarów wobec gracza.

Sama walka została zrealizowana poprawnie i daje sporo satysfakcji. Początkowo jesteśmy mocno ograniczeni – do dyspozycji mamy jedynie narzędzie górnicze, co sprawia, że pierwsze starcia bywają nerwowe. Z czasem jednak odblokowujemy coraz lepszy arsenał: pistolet, karabin, snajperkę czy strzelbę, które znacząco zwiększają komfort rozgrywki. Strzelanie jest responsywne, a starcia sprawiają przyjemność, zwłaszcza gdy mamy już odpowiedni sprzęt.

StarRupture - recenzja gry we wczesnym dostępie

Walka potrafi irytować, szczególnie na początku rozgrywki, gdy nie mamy żadnej sensownej broni.

Największym problemem jest jednak małe zróżnicowanie przeciwników. We wczesnym dostępie dostępnych jest zaledwie kilka typów wrogów: jednostki walczące wręcz, strzelcy plujący skażonymi pociskami, robale-kamikaze wybuchające i powodujące infekcję oraz mini-bossowie w formie opancerzonych krabów. Z drugiej strony gra często rzuca na nas całe chmary przeciwników, liczące nawet kilkadziesiąt jednostek jednocześnie. Potrafi to dać w kość – szczególnie na początku rozgrywki lub wtedy, gdy w tle zbliża się kolejna fala gorąca.


Znów ten Unreal Engine 5… który jednak tutaj działa!

StarRupture korzysta z Unreal Engine 5 i – co warto podkreślić – w tym przypadku silnik naprawdę daje radę. Biorąc pod uwagę ogrom mapy, gra prezentuje się solidnie: tereny są zróżnicowane, pełne detali i efektów cząsteczkowych, a całość robi bardzo dobre wrażenie wizualne.

Trudno mi jednoznacznie ocenić optymalizację na słabszym sprzęcie, ponieważ grałem na bardzo wydajnej konfiguracji (RTX 4080, 16-rdzeniowy procesor, 48 GB RAM). Przeszukując Internet nie natknąłem się jednak na zbyt wiele negatywnych wypowiedzi innych graczy, jeśli chodzi o optymalizację StarRupture.

StarRupture - recenzja gry we wczesnym dostępie

Gra potrafi ładnie wyglądać – choć zwyczajowo screeny nie potrafią tego w pełni oddać.

Nie oznacza to, że obyło się bez problemów. Zdarzyło się kilka krótkich przycięć, a dwukrotnie gra wyrzuciła mnie do pulpitu po rzuceniu granatu w dużą grupę przeciwników. Warto też pamiętać, że przy budowie naprawdę ogromnych baz mogą pojawić się spadki płynności – ale to w zasadzie standard w tego typu produkcjach.


Udźwiękowienie, czyli aspekt, który najmniej przypadł mi do gustu

Muzyka w StarRupture stoi na solidnym poziomie. Utwory dynamicznie reagują na wydarzenia na ekranie – gdy zbliża się chmara wrogów czy nadciąga fala gorąca. Skutecznie buduje to klimat i podkreśla napięcie w kluczowych momentach rozgrywki. Warto tutaj także wspomnieć o spolszczeniu. Choć to jest kinowe (angielskie głosy, polskie napisy), to jest zrealizowane bardzo dobrze. Nie licząc kilku wpadek (jak placeholder wyświetlający się podczas korzystania z leczenia), nie mam się tutaj do czego przyczepić. Teksty są zrozumiałe i pozbawione błędów.

Niestety, gorzej wypadają kwestie mówione. Głosy postaci sprawiają wrażenie nagranych trochę „na doczepkę” i wyraźnie odstają jakością od pozostałych elementów gry. Największym problemem jest jednak asystent AI – jego komunikaty są irytujące, zbyt częste i wnoszą niewiele wartości. W pewnym momencie zaczyna się poważnie rozważać ich całkowite wyciszenie.


„Mięsko”, czyli ile gry jest w StarRupture?

Pod względem zawartości StarRupture wypada naprawdę solidnie. Spędziłem w grze ponad 20 godzin i wciąż nie odkryłem wszystkich technologii ani nawet niewielkiej części planety. To dobry znak, zwłaszcza jak na produkcję we wczesnym dostępie, która kosztuje przecież 65 zł!

StarRupture - recenzja gry we wczesnym dostępie

W trakcie rozgrywki odblokowujemy nowe przedmioty i budynki. A jest co odblokowywać!

Do dyspozycji mamy dziesiątki konstrukcji, ogromną liczbę przedmiotów do zbierania i przetwarzania oraz system chipów LEM, które pozwalają modyfikować możliwości postaci. Ten aspekt rozgrywki daje spore pole do eksperymentów i personalizacji stylu gry.

StarRupture - recenzja gry we wczesnym dostępie

Odkrycia całej mapy w grze to zadanie na dziesiątki godzin.

Zastrzeżenia mam głównie do wspomnianej wcześniej różnorodności wrogów, niewielkiego arsenału broni oraz bardzo uproszczonych mechanik survivalowych. Głód, pragnienie czy poziom infekcji są obecne, ale ich obsługa jest banalnie prosta. Liczę, że kolejne aktualizacje rozbudują ten aspekt i nadadzą mu większego znaczenia.


Finalny werdykt – StarRupture to gra we wczesnym dostępie, którą mogę polecić z czystym sumieniem

StarRupture to zaskakująco dopracowany early access, który już teraz potrafi wciągnąć na długie godziny. Przyjemna budowa bazy, satysfakcjonująca eksploracja i solidnie zrealizowana akcja sprawiają, że trudno się od niej oderwać. Gra ma swoje problemy – szczególnie w kwestii różnorodności wrogów i udźwiękowienia – ale fundamenty są bardzo mocne. Jeśli Creepy Jar utrzyma tempo rozwoju i rozbuduje brakujące elementy, StarRupture ma potencjał stać się jedną z ciekawszych gier tego typu na rynku.

Grę otrzymaliśmy nieodpłatnie od wydawcy. Nie miało to wpływu na treść recenzji ani jej końcową ocenę.

Ocena końcowa

8/10

Plusy

  • Przystępny i przyjemny system budowy bazy, który nie przytłacza nadmierną złożonością
  • Satysfakcjonująca eksploracja planety Arkadia-7 i dobrze zaprojektowany, zróżnicowany świat
  • Ciekawa mechanika fali gorąca, która wpływa na planowanie i tempo rozgrywki
  • Solidna oprawa graficzna i dobrze wykorzystany Unreal Engine 5
  • Duża ilość zawartości jak na early access – dziesiątki technologii, konstrukcji i przedmiotów
  • Możliwość rozbierania budynków z odzyskiem 100% surowców, co zachęca do eksperymentowania
  • Brak nadmiernej kary za śmierć, co sprzyja swobodnej eksploracji

Minusy

  • Małe zróżnicowanie przeciwników
  • Ograniczony arsenał broni w porównaniu do skali starć
  • Bardzo uproszczone mechaniki survivalowe (głód, pragnienie, infekcje)
  • Irytujące i mało wartościowe komunikaty asystenta AI
  • Okazjonalne problemy techniczne (przycięcia, sporadyczne crashe)
Jakub Bugielski

Autor:
Jakub Bugielski
Gracz z niemal trzema dekadami doświadczenia na karku, który swoją przygodę z graniem rozpoczął od Commodore 64 i Atari 2600, by potem, jak każdy Polak, tłuc bez opamiętania na Pegasusie. Dziś gracz głównie PC, wiecznie zakochany w strategiach wszelakich (z naciskiem na RTS), RPG i indykach.

Kolejny artykułBabciu Appleton, dzisiaj...