Star Trek Voyager: Across the Unknown – recenzja gry, czy warto zagrać?
Recenzja gry Star Trek Voyager: Across the Unknown. Od zawsze bliżej było mi do uniwersum Star Treka niż konkurencyjnych kosmicznych sag. Nic więc dziwnego, że na Star Trek Voyager: Across the Unknown czekałem z bananem na twarzy. Produkcja zapowiadała się jako sentymentalna podróż, ale też jako strategia eksploracyjna. Czy gra spełniła te nadzieje?

Zdjęcie: Star Trek Voyager: Across the Unknown / Gamexcite / Daedalic Entertainment (wyd. 2026)
Już od pierwszych sekund gra buduje klimat doskonale znany z telewizyjnego pierwowzoru. Muzyka w menu głównym natychmiast przywołuje skojarzenia z serialem Star Trek: Voyager. Szkoda jedynie, że animacja tła – zamiast płynnie zapętlonej – jest wyraźnie ucinana i uruchamiana od nowa – drobny detal, ale zauważalny. Mimo to opening skutecznie wprowadza w klimat znany fanom sprzed lat.
Across the Unknown – fabuła i założenia rozgrywki
Fabuła rozpoczyna się zgodnie z kanonem. Obejmujemy dowodzenie nad U.S.S. Voyager – statkiem Zjednoczonej Federacji Planet – jako kapitan Kathryn Janeway. Po tajemniczym rozbłysku zostajemy przeniesieni o 70 lat świetlnych od domu. Uszkodzony okręt, ograniczone zasoby i samotność w Kwadrancie Delta – to punkt wyjścia całej historii.
Główne zadania? Zarządzanie statkiem, załogą surowcami, oraz eksploracja niezbadanego kwadrantu (sektora) – jesteśmy w końcu Kapitanem!
Mechaniki – strategia turowa w kosmosie
Grę rozpoczynamy od wyboru poziomu trudności: historia, przetrwanie oraz najcięższy z nich – lata piekła. Wybór poziomu ma wpływ nie tylko na walkę, ale też na morale załogi, dostępność surowców czy konsekwencje dialogów.
Rozgrywka opiera się na systemie turowym. Każda akcja kosztuje nas tzw. cykle – odpowiednik tur – misje, eksploracja czy naprawy wymagają poświęcenia kilku cykli na ich finalizację. Z kolei każda podjęta przez nas decyzja jest określona procentowym prawdopodobieństwem powodzenia, przypominającym rzut kością.
Gra podzielona jest na 12 proceduralnie generowanych rozdziałów, reprezentujących sektory nieznanej przestrzeni. W każdym czeka misja główna oraz szereg pobocznych aktywności. Łącznie możemy odwiedzić dziesiątki systemów i setki tzw. punktów zainteresowań – planet, wraków statków czy stacji. System ten potrafi zbudować napięcie – zwłaszcza gdy stawką jest życie członków załogi lub ostatnie zapasy paliwa.
Gra podzielona jest na 12 proceduralnie generowanych rozdziałów, reprezentujących sektory nieznanej przestrzeni. Każdy z nich oferuje zestaw systemów do zbadania, wraki do odkrycie oraz misje fabularne. Skala eksploracji jest naprawdę solidna i daje poczucie długiej, wyczerpującej podróży przez nieznane. W sumie do odkrycia mamy od 36 do 60 systemów i od 360 do 720 planet, wraków statków i tzw. punktów zainteresowań.

W Star Trek Voyager: Across the Unknown duży nacisk położono na zarządzanie załogą. Jakość racji żywnościowych, standard kwater czy długość misji wpływają na morale. Z czasem zaczynamy rozumieć, że Voyager to nie tylko statek – to zamknięte społeczeństwo walczące z tęsknotą za domem.
Dodatkowymi wyborami z jakimi przyjdzie się nam zmierzyć będzie dobór załogi na misje zwiadowcze. Każdy z załogantów ma przypisane umiejętności które są gwarantem powiedzenia lub porażki (jeśli dokonamy złego wyboru). Podobnie będzie podczas walki z wrogo nastawionymi do nas statkami.
Technologia na U.S.S. Voyager

Największe wady i zalety
Gra bardzo mocno stawia na warstwę tekstową. Dla jednych będzie to atut, dla innych bariera nie do przejścia. Opisy są rozbudowane, ale momentami brakuje bardziej widowiskowych przerywników. Te, które się pojawiają, sprawiają wrażenie przestarzałych technologicznie i przypominają wczesną erę grafiki 3D. Być może to kompromis, dzięki któremu gra zajmuje niewiele miejsca (poniżej 9 GB), co dziś jest rzadkością. Brakuje mi również animacji ruchu planet w widoku systemu gwiezdnego – statyczne widoki odbierają nieco poczucia „żywego” kosmosu.
Pomimo iż Star Trek Voyager: Across the Unknown podąża za serialem – przez co fani uniwersum mogą traktować go jako „już poznaną historię”… To właśnie to jest najmocniejszą stroną gry – możliwość przeżycia historii serialu osobiście nie jako bierny widz, lecz uczestnik wydarzeń.
Jak działa Across the Unknown

Gra działała płynnie w ultra-wysokich ustawieniach graficznych. Oprawa wizualna mogła by być lepsza, choć nie ona gra tutaj pierwsze skrzypce, a stylistyka – która oddaje klimat Star Treka. Optymalizacja stoi na dobrym poziomie — nie napotkałem poważnych spadków FPS ani crashy, a stabilność podczas dłuższych sesji pozostawała bez zarzutu.
Warto też wspomnieć o lokalizacji. Gra została przetłumaczona na język polski (teksty), choć w moim przypadku domyślnie uruchomiła się w wersji angielskiej. Zmiany języka można jednak bez problemu dokonać w menu ustawień, gdzie dostępna jest odpowiednia opcja wyboru lokalizacji.
Star Trek Voyager Across Unknown podsumowanie, czy warto zagrać?

Star Trek Voyager: Across the Unknown to gra wyraźnie skierowana do fanów uniwersum. Osoby niezaznajomione z serialem mogą uznać ją za zbyt tekstową i mało dynamiczną.
Jeśli jednak ktoś marzył, by samodzielnie dowodzić Voyagerem, podejmować moralne decyzje i eksplorować nieznane kwadranty – znajdzie tu wiele satysfakcji.
To produkcja, która nie zachwyca wybitną oprawą, ale nadrabia klimatem i wiernością pierwowzorowi i potrafi wzbudzić to charakterystyczne uczucie: chęć ruszenia dalej, ku gwiazdom.


