Gra po czasie: Farthest Frontier – recenzja po latach rozwoju

Farthest Frontier na pierwszy rzut oka wygląda jak kolejny przedstawiciel wyjątkowo zatłoczonego dziś gatunku city builderów. Średniowieczne realia, kilka chat, grupka osadników i pusty teren, który z czasem mamy zmienić w tętniące życiem miasto – nic, czego wcześniej nie widzieliśmy. Produkcja Crate Entertainment szybko pokazuje jednak, że nie zamierza rywalizować z konkurencją efektowną kampanią czy nietypowym pomysłem na świat. Zamiast tego stawia na coś znacznie trudniejszego: próbuje możliwie dokładnie zasymulować funkcjonowanie średniowiecznej osady. I robi to z imponującą szczegółowością – czego dowiesz się z niniejszej recenzji.

Opublikowano: 26.08.2026

Autor: Jakub Bugielski

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

To jedna z tych gier, w których początkowe kilkanaście godzin jest właściwie dopiero nauką. Po kilkudziesięciu nadal odkrywamy nowe zależności, poprawiamy źle zaprojektowane dzielnice i zastanawiamy się, dlaczego pięć lat wcześniej uznaliśmy, że postawienie magazynu właśnie w tym miejscu będzie świetnym pomysłem. Farthest Frontier potrafi być bezlitosne, nieprzystępne i zwyczajnie irytujące, ale gdy wszystkie trybiki naszej gospodarki w końcu zaczynają ze sobą współpracować, trudno oderwać się od obserwowania rozwijającej się osady.


Farthest Frontier – city builder, survival i wielka piaskownica

Podstawy są proste. Trafiamy z grupką osadników na losowo wygenerowaną mapę i zaczynamy właściwie od zera. Ścinamy pierwsze drzewa, zbieramy kamienie, stawiamy chaty, organizujemy źródła żywności i próbujemy przygotować mieszkańców na nadejście zimy. Kilkadziesiąt godzin później w tym samym miejscu może stać otoczone murami miasto zamieszkane przez kilkaset osób, z rozbudowanym przemysłem, handlem, rolnictwem, edukacją i własnym systemem obronnym.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

Zawodów w grze jest bez liku...

Farthest Frontier łączy klasyczny city builder z elementami survivalowymi. Nie chodzi więc wyłącznie o to, żeby wybudować ładne miasto i zapewnić mieszkańcom kolejne dobra. Trzeba zadbać o zapasy na zimę, odpowiednią dietę, higienę, zdrowie, ogrzewanie czy bezpieczeństwo osadników. Nieurodzaj albo epidemia mogą mieć konsekwencje ciągnące się przez kilka kolejnych lat.

Nie znajdziemy tutaj klasycznej kampanii z kolejnymi misjami czy celami fabularnymi. Sednem zabawy jest sandbox na generowanych proceduralnie mapach i to właśnie ukształtowanie terenu oraz rozmieszczenie surowców w dużym stopniu determinują przebieg rozgrywki. Jedna osada może szybko uzyskać dostęp do żelaza, gliny czy dobrej ziemi uprawnej, podczas gdy w kolejnej część potrzebnych materiałów będziemy przez lata sprowadzać od handlarzy.

Do tego dochodzi bardzo szeroka konfiguracja poziomu trudności. Możemy ograniczyć zagrożenia i potraktować Farthest Frontier jako stosunkowo spokojną grę o rozbudowywaniu wymarzonego miasta, ale równie dobrze da się podkręcić elementy survivalowe i militarne do poziomu, przy którym każda zima oraz kolejny najazd stają się poważnym problemem. To ważne, bo domyślna wersja rozgrywki zdecydowanie nie należy do najłatwiejszych.


Dziesiątki systemów, które nieustannie na siebie wpływają

Największą zaletą Farthest Frontier nie jest sama liczba dostępnych mechanik, lecz sposób, w jaki zostały ze sobą połączone. Gra oferuje ponad 190 budynków, ogromną liczbę zawodów, surowców i wieloetapowych łańcuchów produkcji. Samo wyprodukowanie jednego bardziej zaawansowanego dobra może wymagać uruchomienia kilku współpracujących ze sobą gałęzi gospodarki.

Potrzebujemy odpowiednich surowców, ludzi do ich wydobywania, pracowników zajmujących się transportem, budynków przetwarzających półprodukty i wreszcie miejsca, w którym gotowy towar zostanie wykorzystany albo sprzedany. Brak jednego elementu potrafi zatrzymać cały łańcuch.

Na gospodarkę nakładają się potrzeby mieszkańców. Ludzie muszą jeść, ale samo zapewnienie odpowiedniej liczby kalorii nie wystarczy. Dieta powinna być zróżnicowana, jedzenie z czasem się psuje, a sposób jego przechowywania ma ogromne znaczenie. Dochodzą do tego choroby, higiena, podatki, edukacja, bezpieczeństwo czy zadowolenie mieszkańców. Szczury mogą dobrać się do magazynów, dzikie zwierzęta do pól, a brak konkretnego rodzaju pożywienia odbić się na zdrowiu osadników.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

W grze dbać musimy o produkcję wielu różnych grup surowców, by mieszkańcom niczego nie brakło

Co ważne, nie są to odizolowane statystyki ukryte gdzieś w menu. Jedna decyzja potrafi uruchomić reakcję łańcuchową obejmującą pół miasta. Postawienie zakładu produkcyjnego za daleko od magazynu oznacza dłuższy transport. Dłuższy transport to mniej czasu na właściwą pracę. Mniejsza wydajność może doprowadzić do niedoboru produktu, który potrzebny jest w innym miejscu gospodarki.

Ten niedobór powoduje kolejny, a po kilku miesiącach próbujemy już ustalić, dlaczego coś, co jeszcze rok wcześniej działało bez problemu, nagle kompletnie się rozsypało. Farthest Frontier jest przez to grą wymagającą bardzo dużej ilości mikrozarządzania. Dla jednych będzie to największą zaletą produkcji Crate Entertainment. Dla innych – powód, dla którego odbiją się od niej po kilku godzinach.


Rolnictwo mogłoby być osobną grą

Jeśli trzeba wskazać jeden system, którym Farthest Frontier szczególnie wyróżnia się na tle innych city builderów, będzie nim rolnictwo. W wielu strategiach wybudowanie gospodarstwa sprowadza się do postawienia odpowiedniego budynku i przydzielenia kilku pracowników. Tutaj samo wytyczenie pola jest dopiero początkiem.

Poszczególne fragmenty ziemi różnią się żyznością, kamienistością czy zachwaszczeniem. Uprawy mają własne wymagania i różną odporność na temperaturę. Jedne lepiej znoszą chłód, inne potrzebują cieplejszej części sezonu. Nie możemy też bez końca sadzić tej samej rośliny, ponieważ z czasem wyjaławiamy ziemię i zwiększamy ryzyko chorób.

Trzeba więc przygotowywać wieloletni płodozmian i odpowiednio dobierać rośliny. Część cyklu warto przeznaczyć na poprawę jakości gleby albo walkę z chwastami, pola trzeba oczyszczać z kamieni, a wraz z rozwojem osady pojawia się również potrzeba produkcji kompostu i nawożenia. Do tego dochodzą choroby konkretnych gatunków, dzikie zwierzęta mogące zniszczyć plony oraz kapryśna pogoda.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

Produkcja żywności pełni w grze jedną z najważniejszych ról - bez tego osada nie przetrwa

Co najlepsze, rolnictwo nie istnieje w próżni. Kiepskie zbiory nie oznaczają po prostu czerwonej ikonki nad budynkiem. Mogą sprawić, że zabraknie żywności na zimę. Głodni mieszkańcy stają się mniej wydajni i bardziej podatni na problemy zdrowotne, a jeśli sytuacja zrobi się naprawdę zła, zaczniemy tracić ludzi. Mniej mieszkańców oznacza mniej rąk do pracy, co pogłębia problemy z produkcją.

W ten sposób możemy uruchomić prawdziwy efekt domina. I właśnie takie sytuacje najlepiej pokazują, dlaczego Farthest Frontier jest czymś więcej niż kolejną grą o stawianiu domków.


Patrzenie, jak osada rośnie, daje ogromną satysfakcję

Farthest Frontier jest przy tym bardzo dobrą grą w robieniu czegoś pozornie banalnego – sprawianiu, że gracz przywiązuje się do swojej osady. Pierwsze lata są zwykle chaotyczne. Budujemy tam, gdzie akurat znajduje się wolne miejsce, próbujemy zapewnić podstawową żywność i desperacko przygotować odpowiednie zapasy na zimę.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

Osada potrafi prezentować się naprawdę fajnie...

Później zaczynamy poprawiać drogi, przenosić magazyny, tworzyć wyspecjalizowane dzielnice i optymalizować produkcję. Po kilkunastu czy kilkudziesięciu latach trudno uwierzyć, że ogromne miasto widoczne na ekranie zaczynało jako kilka drewnianych chat.

Gra bardzo długo odsłania przed nami kolejne zależności. Najpierw cieszymy się, że mamy wystarczająco dużo jedzenia. Później interesuje nas jego różnorodność i sposób konserwacji. Następnie dochodzi efektywność transportu, dostęp do bardziej zaawansowanych produktów, handel, edukacja, podatki, bezpieczeństwo czy rozwój technologiczny.

Nowe problemy pojawiają się wraz z rozwojem miasta, ale jednocześnie sami stajemy się coraz lepsi w rozwiązywaniu starych. To daje niezwykle przyjemne poczucie progresji nie tylko samej osady, lecz także gracza, który po kilkudziesięciu godzinach patrzy na problemy zupełnie inaczej niż podczas pierwszych zim.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

... na przybliżeniu jednak czar pryska...

Spore znaczenie ma tutaj również rozbudowane drzewko technologiczne. Rozwój zapewnia dostęp do kolejnych budynków i możliwości, a sposób inwestowania punktów możemy częściowo dostosowywać do sytuacji na konkretnej mapie. Nie każda nagroda jest jednak równie interesująca. Obok technologii rzeczywiście zmieniających sposób funkcjonowania miasta znajdziemy mnóstwo klasycznych bonusów zwiększających o kilka czy kilkanaście procent szybkość produkcji albo skuteczność jednostek. Są przydatne, ale trudno ekscytować się odblokowaniem kolejnego „+12%” równie mocno jak postawieniem zupełnie nowego rodzaju budynku.


Farthest Frontier nie chce nauczyć Cię grać

Problem w tym, że zanim zaczniemy czerpać satysfakcję ze wszystkich opisanych wyżej zależności, trzeba je najpierw zrozumieć. A Farthest Frontier nie jest szczególnie zainteresowane pomaganiem graczowi.

Gra tłumaczy podstawy, ale ogromną część bardziej skomplikowanych zależności musimy odkryć metodą prób i błędów. O ile przy pierwszej rozgrywce można zaakceptować, że czegoś nie wiemy, tak znacznie bardziej irytujące są sytuacje, w których nie rozumiemy, dlaczego konkretny system nie działa.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

Drzewko technologiczne jest przeogromne - jednak nie brak tutaj typowych "zapchajdziur"

Jeszcze gorzej, gdy popełnimy błąd, którego konsekwencje pojawią się dopiero za kilka sezonów. Farthest Frontier potrafi wtedy wciągnąć osadę w spiralę, z której niezwykle trudno się wydostać. Brak jedzenia prowadzi do kolejnych problemów mieszkańców. Niedobór pracowników zmniejsza produkcję. Zmniejszona produkcja generuje następne niedobory. Jeśli dodatkowo pojawi się choroba albo najazd rabusiów, wieloletnia osada może rozsypać się w zaskakująco krótkim czasie.

Gra nie zawsze daje przy tym skuteczne narzędzia do ratowania sytuacji. Zdarza się, że zamiast przez kolejne lata próbować wydostać gospodarkę z kryzysu, łatwiej po prostu wczytać zapis sprzed kilku sezonów. Brzmi brutalnie, bo takie właśnie jest. Jednocześnie trudno odmówić Farthest Frontier satysfakcji, gdy po kilku nieudanych osadach w końcu zaczynamy rozumieć zależności i unikamy błędów, które wcześniej kompletnie nas pogrążały.


Największym przeciwnikiem jest logistyka

Nie rabusie. Nie epidemie. Nie mróz. Logistyka. Farthest Frontier bardzo mocno symuluje fizyczne przemieszczanie surowców. Towar nie teleportuje się magicznie z magazynu do zakładu produkcyjnego. Ktoś musi po niego pójść, zabrać go i dostarczyć w odpowiednie miejsce.

Na początku brzmi to świetnie i rzeczywiście pozwala tworzyć bardziej realistyczne miasta. Problem zaczyna się wraz z rozwojem osady.

Pracownik, który połowę sezonu spędza na spacerowaniu między zakładem a odległym magazynem, nie produkuje w tym czasie potrzebnego towaru. Źle rozmieszczone budynki potrafią więc niezwykle mocno obniżyć wydajność całej gospodarki, a możliwości późniejszego usprawniania transportu pozostają zaskakująco ograniczone.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

Faktoria handlowa i handel w ogóle to w grze prawdziwe utrapienie...

Najbardziej irytującym przykładem jest faktoria handlowa. Chcemy sprzedać kupcowi kilkaset sztuk konkretnego surowca? Najpierw trzeba wydać polecenie przeniesienia go do faktorii. Następnie pracownik rusza do magazynu, który może znajdować się na drugim końcu miasta, pobiera część zapasu i wraca. Po czym powtarza całą operację. W dużej osadzie przygotowanie towaru do jednej transakcji potrafi pochłonąć sporą część pory roku. Jeśli odpowiednio wcześnie nie zauważymy przyjazdu kupca, może się okazać, że zwyczajnie nie zdążymy dostarczyć produktów przed jego odjazdem.

To jeden z najlepszych przykładów sytuacji, w której ambicje symulacyjne Farthest Frontier zaczynają kolidować z wygodą grania. Realistyczne? Jak najbardziej. Satysfakcjonujące? Niekoniecznie. Im większe staje się miasto, tym bardziej zaczynamy rozumieć, że nie projektujemy już wyłącznie ładnej osady. Projektujemy przede wszystkim system, w którym mieszkańcy mają spędzać jak najmniej czasu na chodzeniu.


Walka zdecydowanie odstaje od gospodarki

Farthest Frontier zawiera również element militarny. Osadę możemy otaczać murami, budować wieże i szkolić jednostki mające odpierać coraz większe grupy napastników. Na tle reszty gry system wypada jednak zdecydowanie gorzej.

Pierwsze najazdy potrafią być emocjonujące, szczególnie gdy trafiają na osadę, która ledwo utrzymuje gospodarkę na powierzchni. Problem zaczyna się później. Wraz z rozwojem miasta pojawiają się coraz większe grupy rabusiów, a podstawowe jednostki szybko przestają radzić sobie z ich liczebnością. Problemem są także dystanse. Jeśli zbyt rozciągniemy osadę wzdłuż mapy, obrona staje się znacznie trudniejsza - chyba, że umieścimy wszystkie koszary w jednym miejscu.

Sama sztuczna inteligencja przeciwników również pozostawia sporo do życzenia. Napastnicy potrafią wysyłać kolejne grupy praktycznie na rzeź, atakując dokładnie ten sam silnie broniony fragment osady zamiast szukać słabszego punktu. Walka częściej przypomina więc uproszczone tower defence niż pełnoprawną warstwę strategiczną. Farthest Frontier jest świetnym symulatorem gospodarki. Znacznie słabszą grą wojenną.


Piękne miasta, brzydcy mieszkańcy i długie loadingi

Podobnie nierówna jest oprawa graficzna. Farthest Frontier potrafi wyglądać naprawdę dobrze, gdy obserwujemy osadę z typowej perspektywy. Poszczególne budynki mają różne warianty, zabudowa jest stylistycznie spójna, a przejście od kilku chaotycznie rozstawionych chat do dużego miasta pełnego dróg, warsztatów, magazynów i pól daje świetny efekt. Szczególnie przy większych osadach jest na czym zawiesić oko. Miasto wygląda jak miejsce, które rzeczywiście rozwijało się przez dziesiątki lat, a nie układ identycznych klocków stawianych według jednego schematu. Świetnie prezentują się też różne pory roku.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

Do wyboru mamy tylko kilka oddziałów

Wystarczy jednak mocniej przybliżyć kamerę. Modele mieszkańców są kanciaste, animacje mocno przeciętne, a część tekstur szybko zaczyna się powtarzać. Z dużej odległości oglądamy więc bardzo przyjemną średniowieczną makietę, z bliska produkcja Crate Entertainment zdecydowanie nie należy do technologicznej czołówki gatunku. Choć da się to przełknąć, znacznie trudniej wybaczyć czasy ładowania.

Uruchomienie rozwiniętej osady liczącej ponad 500 mieszkańców potrafi potrwać kilkadziesiąt sekund. W moim przypadku zdarzyła się nawet sytuacja, w której na wejście do zapisanej gry czekałem niemal trzy minuty. W pewnym momencie myślałem, że gra się po prostu zawiesiła, bo pasek postępu stał w miejscu. Nie jest to kwestia sprzętu - grałem na komputerze, który z nawiązką spełniał wymagania zalecane.

Recenzja gry Farthest Frontier - jak gra prezentuje się po wieloletnim rozwoju?

Jednostki wojskowe to atak klonów - brak im detali wyróżniających ich na tle kolegów i koleżanek

Na szczęście bardzo dobrze wypada polska wersja językowa. Farthest Frontier otrzymało kinową lokalizację i podczas kilkudziesięciu godzin zabawy nie natrafiłem na literówki, brakujące tłumaczenia ani rzucające się w oczy błędy językowe. Przy grze oferującej tak ogromną liczbę budynków, technologii, surowców i opisów ma to większe znaczenie, niż mogłoby się początkowo wydawać.


Farthest Frontier wymaga cierpliwości, ale potrafi ją wynagrodzić

Farthest Frontier nie próbuje wymyślać city builderów na nowo. Nie ma charakterystycznego świata Frostpunka, bobrów z Timberborn ani monumentalnej oprawy i budżetu serii Anno. Na papierze jest po prostu grą o budowie średniowiecznej osady. Tyle że robi z tego „po prostu” niezwykle rozbudowany symulator.

To produkcja pełna drobnych zależności. Żywność trzeba wyprodukować, przetransportować i odpowiednio przechować. Pola trzeba przygotować i zaplanować płodozmian. Ludzi nakarmić, leczyć, ogrzać, wyedukować i zatrudnić. Surowce wydobyć, przetworzyć i dostarczyć tam, gdzie rzeczywiście są potrzebne. Wszystko działa razem i właśnie obserwowanie, jak dziesiątki takich mechanizmów zaczynają tworzyć sprawną gospodarkę, jest największą siłą Farthest Frontier.

Jednocześnie ta sama szczegółowość odpowiada za większość wad gry. Próg wejścia jest wysoki, interfejs nie zawsze przekazuje odpowiednie informacje, mikrozarządzanie momentami zaczyna męczyć, logistyka potrafi doprowadzić do szału, a ratowanie źle funkcjonującej osady bywa znacznie mniej atrakcyjne niż wczytanie wcześniejszego zapisu. Do poziomu systemów gospodarczych nie dorasta też przeciętna warstwa militarna.

Nie jest to więc city builder dla każdego. Osoby szukające niespiesznej, przystępnej strategii, która cierpliwe wyjaśni mechaniki, mogą z hukiem odbić się od Farthest Frontier (i odjąć nawet 2-3 punkty z mojej oceny). Jeśli jednak damy grze szansę i przyswoimy skomplikowany system zależności, trudno dziś znaleźć wiele równie rozbudowanych jak Farthest Frontier pozycji.

A największym komplementem dla Farthest Frontier jest chyba to, że po kilkudziesięciu godzinach nadal można spojrzeć na własne miasto, zauważyć kolejny źle działający element gospodarki i pomyśleć: „dobra, jeszcze tylko to poprawię”. Po czym orientujemy się, że minęły kolejne dwie godziny.

Ocena końcowa

9/10

Plusy

  • ogromna głębia systemów i ich wzajemnych zależności
  • ponad 190 budynków, wiele zawodów i rozbudowane łańcuchy produkcji
  • wyjątkowo rozbudowany system rolnictwa
  • duża satysfakcja z długoterminowego rozwoju osady
  • losowo generowane mapy wpływające na sposób prowadzenia miasta - a przez to duża swoboda w planowaniu rozwoju
  • rozbudowane drzewko technologiczne
  • duża konfigurowalność poziomu trudności
  • realistyczna symulacja produkcji, transportu, żywności, chorób i potrzeb mieszkańców
  • momentami - bardzo dobra oprawa graficzna
  • solidne spolszczenie - zero literówek, błędów czy nieprzetłumaczonych sekcji

Minusy

  • bardzo wysoki próg wejścia - gra słabo tłumaczy bardziej zaawansowane mechaniki
  • niewygodny interfejs i niedostatek łatwo dostępnych informacji
  • bardzo dużo mikrozarządzania - szczególnie przy osadzie liczącej 500+ mieszkanców
  • łatwo wpaść w spiralę problemów, z której trudno wyjść
  • uciążliwa i powolna logistyka
  • realizm czasami wygrywa z wygodą rozgrywki (faktoria handlowa!)
  • przeciętna warstwa militarna
  • słaba sztuczna inteligencja przeciwników
  • bardzo długie czasy ładowania dużych osad i kiepska oprawa jeśli chodzi o detale i mieszkańców
  • brak klasycznej kampanii fabularnej - choć dla fanów sandboxa nie musi być to wada
Jakub Bugielski

Autor:
Jakub Bugielski
Gracz z niemal trzema dekadami doświadczenia na karku, który swoją przygodę z graniem rozpoczął od Commodore 64 i Atari 2600, by potem, jak każdy Polak, tłuc bez opamiętania na Pegasusie. Dziś gracz głównie PC, wiecznie zakochany w strategiach wszelakich (z naciskiem na RTS), RPG i indykach.

Kolejny artykułJakie parametry myszy...